Nauka to potęgi klucz – komentarz do wywiadu ze Stefanem Chwinem.

26.06.2013 – 14:26

Gazeta Wyborcza jest niekończącym się źródłem inspiracji. Wygląda to mniej więcej tak: Podnosi się ważny temat, a później zaprasza się człowieka, którego traktuje się jak eksperta w danej dziedzinie, i który mówi tak aby było kontrowersyjnie mimo iż być nie musi.

Przeczytałam ostatnio wywiać ze Stefanem Chwinem tutaj:
http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,14143870,Stefan_Chwin__Jak_nie_masz_sukcesu__jestes_nikim_.html

Jeśli ktoś nie wie kto zacz to śpieszę z wyjaśnieniem:
Urodzony w wyżu demograficznym tuż po wojnie, powieściopisarz, krytyk literacki, eseista, historyk literatury, grafik. Najpierw uczęszczał do liceum państwowego, następnie na studia. Na studiach pisał do gazetki uniwersyteckiej. W wieku 32 lat opublikował “szkice literackie”, później pisał dla różnych mniej znanych pism i wydawnictw propagując “dialog ludzi”. Mając lat 46 opublikował powieść o Gdańsku.

Stefan Chwin
Pan Stefan z żoną Krystyną, wyglądają na szczęśliwych.

Z tego co można o nim przeczytać w Internecie wiódł zwyczajne, lekkie życie lokalnego artysty. Rodzicie opłacili mu studia a później, mieszkając tuż przy nich, mógł się bawić w pisanie szkiców literackich.

Dlaczego o tym piszę? Bo, w wyżej wymienionym wywiadzie (i nie tylko tym – takich sążnistych wywiadów “o życiu i sztuce” znalazłam wiele), wypowiada się on jak człowiek głęboko doświadczony przez los, mentor życia, w stafowskim klimacie…

“Znam gorycz i zawody, wiem, co ból i troska, złuda miłości, zwątpień mrok, tęsknot rozbicia…”

Otóż Pan Chwin zdecydował się wypowiedzieć w temacie szkolnictwa:

“Polska szkoła bezkrytycznie ulega tyranii optymizmu, karmi uczniów złudzeniami”
[…] Chodzi o to, że wszędzie oszukujemy nasze dzieci.”

Dalej p. Chwin rozwija temat:

“Kiedy któregoś dnia zaproszono mnie do prywatnego, ekskluzywnego liceum w Lublinie. Wszystko tam było niezwykle eleganckie. Uczniowie zamiast w ławkach, zasiedli wokół mnie w fotelach. Patrząc na salę pełną młodych ludzi, nagle uświadomiłem sobie, że oni się nakręcają najzupełniej fałszywą nadzieją, którą nauczyciele jeszcze ją w nich podsycają. Powtarzają sobie nieśmiertelne zaklęcie cywilizacji liberalnej, które odmawia jak mantrę cała Unia Europejska: “Nauka to potęgi klucz. Jak się będziesz dobrze uczył, to osiągniesz sukces”. Pięknie, tylko co to ma wspólnego z rzeczywistością? Bo przecież w każdej klasie tylko paru uczniów jest skazanych na sukces. Reszta może się tylko oblizać nadzieją na wygraną.”

Rozumiecie? Jeśli nie to pozwolę przetłumaczyć: zobaczył salę pełną uczniów i stwierdził, że nauczyciele podsycają w nich fałszywe nadzieje, również patrząc na nich stwierdził iż powtarzają sobie fałszywą mantrę “nauka to potęgi klucz”. Teraz rozumiecie jakie wnioski można wysnuć z patrzenia na ludzi?

“Większość na sto procent pójdzie na zasiłek albo przez całe życie będzie miało fatalnie nieciekawą pracę. Mówi o tym po prostu statystyka.”

Pan Chwin twierdzi, że to jest normalne “bo statystyka”, że większość z tych osób pójdzie na zasiłek. Rozumiecie? W społeczeństwie statystyka mówi, że większość osób idzie na zasiłek. To doskonale pokazuje oderwanie od rzeczywistości, brak logiki i naturalny objaw tych dwóch wyżej wymienionych rzeczy czyli wycieranie się statystyką.

Bezrobotnych w Polsce jest około 13% (i jest to uważane za wartość tragiczną), prosta matematyka pozwala wysnuć wniosek iż 87% osób, które powinny pracować pracuje. Według p. Chwina to 13% to ta “większość” co pójdzie na zasiłek. Zaś z tych pozostałych 87% co najmniej 43,6% będzie miało fatalnie nieciekawą pracę. I to wszystko jest na 100% pewne.
Problem polega na tym, że nie ma żadnych badań, które by to potwierdzały, bo “fatalnie nieciekawa praca” to rzecz subiektywna. Prawdą jest, że część osób wykonuję pracę, która ich nie interesuje.

Część osób to po prostu śmierdzące, roszczeniowe lenie, którym się nic nie chce robić i najchętniej by leżeli i pachnieli i to właśnie te osoby są z góry skazane na porażkę, wszyscy inni mają szanę.

“Oczywiście, to nie jest żadna tragedia, jeśli pracuje się przy rozkładaniu puszek [na półkach w supermarkecie]. W końcu ktoś musi przecież to robić.”

Z tego co można wyczytać wyżej to Ci co rozkładają puszki to nieudacznicy (fatalnie nieciekawa praca i to podane jako przykład) a jednocześnie rozkładanie puszek to nie żadna tragedia.

“Chodzi jednak o filozofię, którą się pcha do głowy młodym ludziom. Ta filozofia brzmi: Musisz mieć sukces. Bez sukcesu będziesz niczym. Ucz się, to sukces odniesiesz.”

Rozumiem, że jest to wynik badań, chociażby ankietowych, wśród pracowników supermarketów? Już to widzę “czy uważasz, że jesteś niczym?”, “czy szkoła wpajała Ci, że praca w supermarkecie to brak sukcesu?”.

Nasuwa się niebezpieczny wniosek iż szkoła uczy, że pracownicy supermarketu (przedstawiani tu jako przykład na brak sukcesu) są niczym…

Nie wiem do jakiej szkoły chodził p. Chwin, moja szkoła uczyła mnie, że jest wiele zawodów, każdy z nich jest ważny i każdy człowiek, który robi coś użytecznego dla społeczeństwa odniósł sukces. Nikt mnie nigdy nie uczył, że pracownicy supermarketu i inne zawody fizyczne chociażby sprzątaczki itd. są niczym!

Jedynym problemem w polskiej propagandzie sukcesu (co odróżnia ją chociażby od Amerykańskiej czy Japońskiej) jest to co i p. Chwin zdaje się myśleć – że sukces to znaczy być dyrektorem albo pracować w biurze – najlepiej od razu po studiach. Podczas gdy w Ameryce czy Japonii możliwa jest droga od sprzątacza do prezesa – trzeba tylko, mówiąc kolokwialnie, mieć trochę oleju w głowie i pracować.

“Patrząc na salę pełną młodych ludzi, nagle uświadomiłem sobie, że oni się nakręcają najzupełniej fałszywą nadzieją, którą nauczyciele jeszcze ją w nich podsycają. Powtarzają sobie nieśmiertelne zaklęcie cywilizacji liberalnej, które odmawia jak mantrę cała Unia Europejska: >>Nauka to potęgi klucz. Jak się będziesz dobrze uczył, to osiągniesz sukces<<".

Nie wiem co ma do tego Unia Europejska, kiedy Polska wstępowała do UE (2004) ja już dawno miałam pokończone szkoły, w których uczono mnie, że nauka to potęgi klucz. Całe życie powtarzałam to sobie jak mantrę i robiłam wszystko aby się nauczyć jak najwięcej. Trzeba wszakże odróżnić naukę od bezmyślnego zakuwania i poddania się prądowi schematów generowanemu przez tzw. system pod naciskiem tzw. ekspertów.

Zgadzam się z p. Chwinem, że obecna szkoła oszukuje młodych ludzi. Z tym, że nie oszukuje ich iż “nauka to potęgi klucz” tylko oszukuje ich że “papier, nawet zdobyty drogą >>pływania<<, skrajnego minimalizmu umysłowego czy też oszustwa (ściąganie, plagiat) to potęgi klucz". Nauka to potęgi klucz - nie mówię tu tylko o nauce chemii, biologii, fizyki ale również elektryki, stolarstwa, tokarstwa lub czegokolwiek społecznie użytecznego - bo to wszystko składa się na naukę. Coś się Panu Chwinowi bardzo pomyliło. System wartości wielkich naukowców, inżynierów, przedsiębiorców, ten pozytywistyczny czy amerykański sen, który doprowadził wiele osób nawet jeśli nie na sam szczyt to na drogę spełnionego, szczęśliwego życia, chce zastąpić polskim defetyzmem i umartwianiem się wręcz apoteozą porażki. Panie Chwin, to jest biologia - sukces - jakkolwiek pojmowany = endorfiny = przyjemność, porażka = adrenalina, kortyzol, przy dłuższej negatywnej stymulacji obniżenie się poziomu dopaminy = zły humor, smutek. Nikt nie chce słuchać łzawych gorzkich żali jak to się komu nie udało. Powoli z tego wyrastamy, hura! Człowiek, który myśli "e na pewno mi się nie uda" robi sobie niesamowitą krzywdę. Człowiek, który się nie uczy nowych rzeczy i nie doskonali robi sobie niesamowitą krzywdę. Człowiek, który uważa, że nie musi nic w życiu osiągnąć również robi sobie niesamowitą krzywdę. Gdyby wszyscy myśleli tak jak Pan Chwin to mielibyśmy naród Marvinów z Autostopem przez galaktykę. Taki naród nie przetrwałby. Teraz kiedy w końcu wyzwalamy się z polskiego defetyzmu i kultu porażki Pan Chwin wyjeżdża z tym, że nadzieje są złudne, że świat jest be, że powinno się dzieci uczyć o tym jak sobie radzić w rozbitym małżeństwie (sic!). P. Chwin wykazuje się niesamowitym brakiem wiedzy o życiu, perspektywą małego człowieka, który płynął z prądem całe swoje życie, które nie było zbyć ciekawe (tak wynika z dostępnych biografii). Rozwińmy temat rozbitych małżeństw: Pan Chwin ma od kilkudziesięciu lat żonę, z tego co można przeczytać jest to jego pierwsza i jedyna żona, jego rodzice stanowili udane małżeństwo - co on do cholery może wiedzieć o rozbitych małżeństwach? Poza tym gdyby Pan Chwin nieco się ogarnął, zwrócił się twarzą a nie d... do prawdziwego życia i zaczął używać statystyki, do czegoś innego niż powoływanie się na nią ad absurdum, to wiedziałby, że zgodnie z tą statystyką, duża osób, w tym ja, ma lub miała ćwiczenia praktyczne z tego jak sobie radzić w rozbitym małżeństwie.

Nie wiem, ale uważam, że trzeba młodych ludzi przygotowywać na przykład do takiej alternatywy, że będą mieli nieudane małżeństwo. Bo statystyka mówi, że znaczny procent małżeństw to są małżeństwa nieudane. Problem polega na tym, że młodzi ludzie zawierają związki z poczuciem obowiązku odniesienia sukcesu, a potem następuje zderzenie czołowe z życiem. Podsyca to telewizja.

Jak szkoła może uczyć życia w klęsce?
– Nie wiem

I na tym powinna się dyskusja zakończyć, ale oczywiście się tak nie stało. “Nie wiem ale wypowiem się” – wszyscy już do tego przywykliśmy.

Tak, szkoła ma uczyć biologii, chemii, fizyki, języków, gotowania, kreatywności, przedsiębiorczości, życia w rozbitym małżeństwie, radzenia sobie z porażkami, rytuałów religijnych, lepienia garnków z gliny, przyjmowania porodów itd. itd. W domu dziecko powinno jedynie przytulać się do rodziców i spać.

Pozwolę sobie pokazać na obrazkach o co mi chodzi:

To jest szkoła:
szkola01

A to jest to co usiłują z niej zrobić “eksperci”:
szkola02

Reasumując: Panie Chwin, proszę nie siać polskiego defetyzmu, proszę nie siać poczucia winy w rodzicach, czy nauczycielach, którzy chcą zaszczepić w dzieciach ambicję i chęć osiągnięcia sukcesu, bo jeśli się to Panu uda to będzie śmierć naszego społeczeństwa.

Proszę poczytać sobie “Bojowy ryk tygrysicy”, proszę porozmawiać z ludźmi, którzy, mimo iż był im ciężko i mieli kiepski start osiągnęli w życiu sukces. Może Panu opowiedzą jak to jest radzić sobie w rozbitym małżeństwie, jak to jest pracować dniami i nocami, jak to jest podejmować wybór “być albo nie być”, jak to jest pracować i studiować itd. itd., mogąc liczyć w życiu tylko na siebie – na swój rozum, swoją przedsiębiorczość, swoją pracę, swoją silną wolę i swój upór. Proszę nie zabijać samodzielności i szkoły przez obciążanie jej kuriozalnymi obowiązkami, do których nie została stworzona.

Przede wszystkim proszę nie wypowiadać się na rzeczy, o których, wnioskując z Pańskiej biografii, nie ma Pan pojęcia. A jak już Pan musi, to proszę myśleć zanim Pan coś powie, bo nie wypada aby profesor najpierw mówił, iż “nauka to potęgi klucz” a później, nie widząc w tym żadnej sprzeczności:

Ależ ja nie widzę niczego złego w tym, jeśli rodzice zachęcają dziecko do tego, żeby się uczyło! Przeciwnie, niech zachęcają! I sam nikogo nie wzywam, żeby nie uczył się, bo i tak nic z tego nie wyniknie.

Słyszałam o teorii, według której dziecko osiąga dojrzałość szkolną, gdy traci mleczne zęby i wyrastają mu stałe.
– Pomysł, żeby bezzębne dziecko oddawać do szkoły, jest szalony. W szkole trzeba mieć nie zęby, lecz kły. Szkoła, nawet najbardziej “przyjazna”, to miejsce traumatyczne. Jednostka jest tam zagrożona, bo następuje zagęszczenie szczególnie energetycznych istot, które się ze sobą zderzają. Nie wierzę, że nauczyciele nad tym panują. Wszystkie szkolne przerwy wspominam jako pandemonium i trening wzajemnej brutalności.

Takie właśnie jest życie – mniej lub bardziej brutalne. Panie Chwin, to w końcu szkoła uczy życia czy nie?

Tak, bywa ciężko, tak niektórzy mają szczęście to jest im łatwiej, jednak każdy jest kowalem swojego losu. Audaces fortuna iuvat!

Prawdziwą porażką jest się poddać w dążeniu do szczęścia, narzekać, obwiniać szkołę, pracę, rodziców, telewizję, internet itd. To jest, moim zdaniem, śmierć za życia.

  1. 2 komentarze to “Nauka to potęgi klucz – komentarz do wywiadu ze Stefanem Chwinem.”

  2. Zgadzam się, zwłaszcza w części ze szkołą.
    Nawet nasza Pani dyrektor, o dziwo na spotkaniu promującym naszą szkołę, powiedziała, że jak ktoś chce się uczyć to się w każdej szkole nauczy.

    Przez Cysioland dnia 26 Cze 2013

  3. Ech, jeśli chodzi o wygadywanie piramidalnych bzdur i dub smalonych (obowiązkowo przedstawianych jako prawdy objawione) to na humanów zawsze można liczyć. Nie tylko głupie to, ale i szkodliwe jak szlag.

    “Bojowego ryku tygrysicy” to chyba jednak bym nie przywoływał – to przykład typowo amerykańskiego wykoślawienia dobrego pomysłu poprzez posunięcie go do ekstremum. Wyszedł z tego taki sam potworek jak “wychowanie bezstresowe” tylko w dokładnie przeciwnym kierunku.

    Przez jast dnia 28 Cze 2013

Opublikuj komentarz

Captcha Captcha Reload