MKiDN i PIK: zmowa cenowa sposobem na zwiększenie czytelnictwa.

29.10.2013 – 14:13

El Ateneo Bookstore (Z Wikimedia Commons)

Polska Izba Książki zaproponowała ustawę, która ma na celu:

Celem ustawy jest zwiększenie poziomu czytelnictwa poprzez zapewnienie powszechnego dostępu do książki na terenie całego kraju i urozmaicenie oferty wydawniczej.

Cel zaiste szczytny, jednakże spójrzmy jak ma być realizowany:

Podstawowym założeniem ustawy jest ustalana przez wydawcę stała cena na nowości wydawnicze, która przez określony czas obowiązuje wszystkich sprzedawców końcowych. Po upływie okresu ochronnego zarówno wydawcy, jak i sprzedawcy końcowi mogą stosować rabaty.

Po prostu trudno mi uwierzyć własnym oczom. Usankcjonowana prawnie (rzekomo MKiDN poparło tę ustawę) zmowa cenowa ma zwiększyć poziom czytelnictwa? książki w Polsce już są bardzo drogie, nawet te popularne kryminały i romansidła, które są najchętniej czytane.

Dalej mamy klasyczne porównanie:

Polska jest w ogonie Europy także pod względem wydatków na książki. W 2012 r. średnio wydaliśmy na nie 60 zł[3]. Dla porównania Niemcy rocznie wydają na książki ok. 200 zł.

Nie jest niestety podane czy to jest wartość absolutna po przeliczeniu z euro na złote czy też wartość relatywna do średniej albo najniższej pensji. Mogę się jedynie domyślać. Zakładając pierwszą opcję Polak wydaje na książki rocznie ok. 15 euro a Niemiec 50. Jednakże taka informacja niewiele nam daje z powodu różnicy płac i siły nabywczej.

Jeśli zaś weźmiemy wartości relatywne do średniej płacy (źródło) to mamy: 60 zł/2669 zł (średnia płaca netto w Polsce) oraz 200 zł/9082 zł (średnia płaca netto w Niemczech) co daje odpowiednio 2,25% oraz 2,2% płacy. Widzimy iż Polacy i Niemcy wydają na książki taką samą część swojej wypłaty.

Co Niemiec i Polak mogą za to kupić? Weźmy np. Biochemię Stryera: cena w Polsce: 170 zł, cena w Niemczech 300 zł. Co daje odpowiednio 6,4% i 3,3% wypłaty. Jeśli dla odmiany weźmiemy inną książkę np. pierwszą cześć popularnego Harry’ego Pottera, która kosztuje w Polsce 36,50 zł a w Niemczech 51,6 zł to otrzymamy następujące części procentowe przeciętnej płacy: 1,37% i 0,57%. Niemiec wydając 200 PLN kupi sobie 0,67 egzemplarzy Biochemii Stryera i 3,88 Harry’ego Pottera, Polak zaś odpowiednio 0,35 Biochemii Stryera i 1,64 Harry’ego Pottera. Ceny użyte do tych obliczeń pochodzą z popularnych księgarni: Amazon, Empik, Medbook.

Różnica w sile nabywczej jest kolosalna. Mimo iż Polak przeznacza podobny procent swojej płacy na książki to może za to kupić dwa razy mniej. Co za tym idzie może dwa razy mniej przeczytać. Do obliczeń wzięliśmy średnią pensję podczas gdy 2/3 Polaków zarabia mniej (źródło).

Jest to zapewne powód dlaczego Polacy kupują tak mało książek. Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i obserwacjami można sądzić iż po podwyżce cen będą ich kupować jeszcze mniej.

Oczywiście PIK w swoim oświadczeniu nie pisze wprost o podwyżce cen, jednakże ten fragment nie pozostawia wątpliwości co do rzeczywistego celu proponowanej ustawy:

Stała cena na nowości wydawnicze, która obowiązuje przez określony czas, ma również wyrównać szanse konkurowania na rynku. Ustawa przyczyni się do zwiększenia liczby księgarni, które obecnie przegrywają wojnę cenową z dużymi podmiotami
[…]
Konkurencja odbywać się będzie na innych niż cena polach.

Dalej możemy przeczytać co następuje:

Ustawa pozwala wydawcy stworzyć mechanizmy wewnętrznych dotacji, dzięki którym będzie on mógł finansować tytuły niekomercyjne zyskami osiągniętymi ze sprzedaży bestsellerów.

Nie jestem ekspertem w ekonomii, więc jeśli ktoś takowym jest i nie zgodzi się ze mną to proszę aby mnie poprawił, ale wydaje mi się że podwyższanie cen, które i tak są już wysokie, przy tak niewielkiej sile nabywczej potencjalnych klientów spowoduje raczej spadek zysków.

Co do argumentów niemerytorycznych typu “inni też to mają” czy wiarygodności szacunków Biblioteki Analiz nie będę rozwijać tych wątków gdyż zostały one opisane przez Marcina Maja z DI (źródło).

Reasumując: głupcami są Ci, którzy uważają że podnoszenie cen spowoduje wzrost wpływów, zwłaszcza iż można przypuszczać iż punkt nasycenia na krzywej Laffera został już dawno osiągnięty. W takim przypadku rozsądnym wydaje się obniżanie a nie podwyższanie cen książek.

Wnioski te są tak oczywiste, że trudno oprzeć myśli iż nasz rząd świadomie chce ogłupić społeczeństwo za pomocą tzw. reform. Książki po 1990 roku stawały się coraz droższe. Następnie była reforma edukacji, wraz z nią zaczęło się wprowadzanie horrendalnie drogich i niskiej jakości podręczników, na dodatek zmienianych co roku. Następnie podniesiono VAT na książki, zwalając winę na UE (która zakładała najniższą stawkę VAT na książki, która mogłaby wynosić 1% ale u nas wynosi 5% bodajże). Istnieją duże szanse iż prawnie usankcjonowana zmowa cenowa wejdzie w życie.

Nie jest w intencji rządu, złożonego z ludzi niedouczonych i chciwych, aby obywatele byli wykształceni i myśleli samodzielnie. Rząd nasz (praktycznie każdy jaki mieliśmy dotychczas) wykazuje daleko idący serwilizm wobec różnych grup wpływów tak więc nie można uważać jego działań za obiektywne i mające na celu nasze dobro. Serwilizm ten nie ma nic wspólnego ze zdrowymi i pożytecznymi dla kraju stosunkami między rządem i lobbystami z różnych dziedzin.

Książki, nawet najniższych lotów, pobudzają wyobraźnię, wzbogacają słownictwo, stymulują myślenie. Obserwujemy coraz niższą oglądalność poszczególnych programów telewizyjnych. Telewizja jest głównym narzędziem propagandy – czy to rządowej czy marketingowej. Trudno uwierzyć iż bezpośrednio zainteresowane osoby tego faktu nie dostrzegają.

Można przypuszczać iż do społeczeństwa zaczyna powoli docierać jak bardzo istotne jest słowo pisane, czy to w postaci książki czy też artykułu, w życiu człowieka, który chce być kimś więcej niż tylko hodowlanym zwierzątkiem na usługach systemu “kupuj rzeczy niepotrzebne, nie myśl, pracuj na nas”.

  1. 3 komentarze to “MKiDN i PIK: zmowa cenowa sposobem na zwiększenie czytelnictwa.”

  2. Nie do pomyślenia jaką logiką kierują się rządzący, a sama Polska Izba Książki zaproponowała projekt tej ustawy(bo zakładam,że ma PIK ma rozwijać i wspierać czytelnictwo i książki w ogóle w Polsce. Tylko zakładam, bo nie czytałam czym się zajmują, jakie mają cele i statut).
    Zastanawiam się, czy Ty Zuzanno jako Twórca bloga i ja jako Twój czytelnik, jesteśmy w stanie coś zrobić w tej sprawie i co?

    Jestem tu pierwszy raz, zajrzałam do zakładki o Tobie i już wiem skąd przykładowy Stryer w tekście. Sama zaznajamiałam się bliżej z tym panem. A raczej jego Biochemią :)

    Przez popołudniowa drzemka dnia 30 Paź 2013

  3. Proponuję notkę o tym jak chęć władzy nad małym projektem open-source’owym przewraca w głowie, prowadząc tylko i wyłącznie do upadku kiedyś popularnego – The Mana World.
    Big Crunch w wątku https://forums.themanaworld.org/viewtopic.php?p=139145#p139145 wspomina iż nowi gracze, osiągając poziomy 10-20 przestają grać; zaś programista o11c w odrębnym temacie kieruje prośbę (do kogo?) o sprawdzenie, czy kod który napisał… działa poprawnie – https://forums.themanaworld.org/viewtopic.php?f=2&p=139174#p139174
    Fork The Mana World – “Source of Tales” stworzony na potrzeby konkursu “Liberated Pixel Cup 2012” tylko by zgarnąć pieniądze… startuje znowu w konkursie, tym razem w “Tizen App Challenge”. Nagroda tym razem większa, ale znając podejście “deweloperów”, jeżeli uda się zgarnąć pieniądze – projekt znowu zostanie zapomniany.
    http://www.sourceoftales.org/news/2013/11/01/tales-for-tizen.html

    Przez required dnia 11 Lis 2013

  4. Skorzystają księgarze, mali wydawcy ambitnych książek upadną, a ceny książek się nie zmienią lub nawet wzrosną.

    Aha, na promocjach, spotkaniach autorskich, targach ksiazki i kupując bezpośrednio od wydawcy (z jego strony internetowej) ksiażkę niszową (naukowa, ambitną lub religijną – żadnej z nich księgarze nie chcą zwykle brac do księgarni) – czyelnik zapłaci drożej. Teraz wydawca moze obniżyć cene o 20 a nawe 30% bo omija księgarza i zyskiem dzieli się z czytelnikiem.

    Normalnie mały wydawca w cenie książki musi uwzglednic to ze od zmuszony jest zaplacic empikowi czy matrasowi 55% upustu i 40 tys półkowego za tytuł aby go łaskawie empik czy matras zamowil do swojej księgarni. Ksiegarz tez zwykle bierze co najmniej 30%. Jeszcze w latach 90tys rabaty dystrybutorów były na poziomie 40%, dziś są na poziomie 50-55%. Stad książki drożeją, a nie dlatego ze wydawcy ceny podnoszą.

    Przez czytelnik podmiejski dnia 13 Mar 2017

Opublikuj komentarz

Captcha Captcha Reload