Czym zespół Aspergera nie jest…

16.01.2017 – 08:53

Właśnie przeczytałam artykuł pt. “Czy ludzie niezrównoważeni psychicznie powinni być przyjmowani na uczelnie wyższe” opublikowany przez Rzeczpospolitą. Powiem szczerze – ignorancja jakiegoś polityka, który ledwo skończył podstawówkę mnie nie razi – czuję raczej politowanie. Za to ignorancja pracownika naukowego, osoby dopuszczonej do zajęć ze studentami martwi i razi mnie bardzo.

zespół Aspergera

Oto jaki opis zespołu Aspergera jest prezentowany w tym artykule:

Przyjęto na mój uniwersytet, na kulturoznawstwo osobę z zespołem Aspergera ? opowiadał z przejęciem. ? Teraz ją uczę. Sęk w tym, że właściwie na każde zajęcia idę z duszą na ramieniu, zastanawiając się, jaką tym razem urządzi mi niespodziankę niezrównoważony student. Na przykład ostatnio, w ramach komentarza do tematu zajęć (mówiliśmy o ?Balladynie” Słowackiego), rozdzierająco wykrzyczał ?Błąd!!!”, wijąc się nieomal w paroksyzmach ataku epileptycznego. Innym razem machał do mnie przez całe zajęcia, kiedy indziej chodził po sali, przyglądając się wywieszonym w niej fotografiom, po czym wyszedł trzasnąwszy drzwiami. Na wykładzie mojego kolegi heilował, ilekroć padło słowo “Żyd”. Przerywa w pół zdania i zadaje pytania, nie licząc się ani z tokiem, ani z logiką zajęć. Kiedy wspomniałem o seksie ? a o seksie nie sposób milczeć, wykładając o starożytnym Rzymie ? zarżał jak koń. Takie buty. Zrezygnowałem na wykładzie z ironii, której student ten w ogóle nie chwyta. Muszę wykładać temat w grubym uproszczeniu, bez niuansów. Mówiąc krótko, on po prostu uniemożliwia swobodne prowadzenie zajęć.

Z tego jedyne co może się odnosić do osób z zespołem Aspergera to fakt iż mogą one nie zauważać ironii. Piszę mogą gdyż osoby mające zespół Aspergera, które cechują się wysoką inteligencją (tzw. wysokim funkcjonowaniem) mogą nauczyć się pewnych wzorców ironii i je rozumieć. Wykładowca nie powinien zmieniać wykładu z powodu jednego studenta. Jeśli uważa, że jego uwagi są ważne w takiej a nie innej postaci to już sprawa studenta czy i jak się nauczy. Poza tym żadnym wypadku zespół Aspergera nie polega na pokrzykiwaniu jakiś losowych wyrażeń. Osoby z ZA, które mają wystarczającą “moc obliczeniową” by ukończyć szkoły niższe i dostać się do szkoły wyższej, można wychowywać, można takiej osobie tłumaczyć jakie zachowania są właściwe a jakie nie. To jest, przede wszystkim, zadanie rodziców – tak jak w przypadku każdego innego dziecka. Jeśli wytłumaczenie jest logiczne to jest ono zrozumiałe i cenne. Mówiła o tym nie raz i nie dwa Temple Grandin. Osoby z ZA nie mają problemów w rozumieniu logicznego wywodu myślowego ani ciągów poznawczych. Dalej czytamy:

A teraz wyobraź go sobie w czytelni uniwersyteckiej, gdzie najmniejszy szmer wpływa na koncentrację wielu czytających. Czy myślisz, że zdolny jest zrozumieć, na czym polega w takich miejscach prawo do ciszy? Chory psychicznie student niczego (poza wątpliwą odmianą socjalizacji) nie zyskuje na moich zajęciach, gdyż nie potrafię go niczego nauczyć.

Osoby z zespołem Aspergera często mają nadwrażliwość słuchową, więc jak nikt inny, potrafią docenić ciszę w bibliotece. Z mojego doświadczenia wynika, że tendencje do przeszkadzania mają raczej osoby neurotypowe – m. in. z powodu niekończącej się chęci do socjalizacji w formie rozmów.
Poza tym zespół Aspergera nie jest chorobą a przede wszystkim nie jest chorobą psychiczną. Badania wskazują iż nie nosi on znamion choroby. Raczej jest to po prostu inna konstrukcja mózgu.

Ma dobrą pamięć, ale nie chwyta abstrakcyjnych pojęć.

To jest jeden z najgorszych i najgłupszych mitów dotyczących osób z ZA. Osoby z ZA rozumieją pojęcia abstrakcyjne jednakże nie uczą się ich tak jak osoby neurotypowe, a często zauważają ich logiczne aspekty, które dla osób neurotypowych są niedostępne. Praktycznie każde pojęcie abstrakcyjne jest wielowarstwowe i warstwy te definiują znaczenie danego pojęcia np. miłość ma warstwę psychologiczną, filozoficzną, fizjologiczną, biochemiczną, ewolucyjną, fizyczną. Osoba z ZA nigdy nie pokona osoby neurotypowej w warstwie uczuciowej ale bardzo często osoby z ZA pokonują osoby neurotypowe w warstwach logicznych. Osoby z ZA są kojarzone ze Spockiem ze Startreka ale jest to rażące uproszczenie.

Poza tym, jak mam uczyć etyki kogoś z aspergerem?

Można a nawet trzeba. Etyka jest nauką, ma swoją terminologię, definicje, obserwacje i wywody – to są właśnie te narzędzia, za pomocą których osoba z ZA poznaje, analizuje i rozumie świat. Dla osób z ZA logiczny wywód jest jasny, a czasem nawet jaśniejszy niż dla osób neurotypowych – gdyż jego rozumienie pozbawione tej społecznościowo-emocjonalnej otoczki. W skrócie: ludzie z ZA nie czują że ich myśli są brudne lub zbyt śmiałe i nie rozważają “a co ludzie pomyślą” czy też “boże jak ja mogłem tak pomyśleć”.

Problemem obecnych humanistów jest to że ich wywody są nadmiernie skomplikowane, przeintelektualizowane i często zbyt skupione na samym tępym pojęciu emocji. Naprawdę, jeśli jakaś osoba z ZA jest na studiach humanistycznych to jest w stanie pojąć, że w Balladynie nie chodziło o maliny tylko o zazdrość. Zbieranie malin jest tak samo dobrym symbolem współzawodnictwa i zazdrości jak x symbolem niewiadomej. Problem w tym, że często wywodów prezentowanych na wydziałach humanistycznych nie rozumieją nawet osoby neurotypowe.

Kolejnym kretynizmem lansowanym przez piewców normalności jest “ludzie z ZA nie wykazują i nie rozumieją empatii”. Tak, gdy do osoby z ZA przyjdzie osoba, która ma problem ale chce się tylko wypłakać, a nie go rozwiązać – to nie spotka się ze zrozumieniem – bo logika nakazuje szukać rozwiązań a nie współczucia. Ale fakt, że czyjeś zaufanie zostało zawiedzione, ktoś został oszukany zdradzony, że jest chory i coś go boli – osoba z ZA zrozumie to czasem bardziej niż jeden neurotypowy, gdyż po prostu większość z nich ma za sobą takie przeżycia i je pamięta bardzo intensywnie. Osoby z ZA są bardzo ufne, nie raz padają ofiarami przemocy w szkole lub w domu, mobbingu w pracy i czują ból czy lęk dużo intensywniej niż osoby neurotypowe. Wiąże się to z konstrukcją ich mózgu.

Student niepoczytalny nie jest niepoczytalny naumyślnie! Jest chory! I jak każdy chory zasługuje nie na osobne traktowanie w ramach ?indywidualnej organizacji studiów”, ale na leczenie.

Osoby z ZA posiadają pełną poczytalność. ZA się nie “leczy”. Coś co nazywamy terapią polega tak naprawdę na przybliżaniu osobom niuansów społecznego życia – coś co neurotypowi przyswajają instynktownie osoba z ZA musi się po prostu nauczyć. Osoba z ZA jest w stanie zrozumieć proste komunikaty typu “proszę nie pokrzykiwać na zajęciach”, naprawdę.

Tymczasem zasugerowano mi, że szykanuję osoby niepełnosprawne. Najbardziej uderzające jest to, że chorych psychicznie traktuje się na uniwersytecie tak samo jak inne osoby niepełnosprawne ? z jedną nogą lub niewidome. To jest nonsens! Nie mogę się na to zgodzić! Nie mogę wykładać na kulturoznawstwie niepełnosprawnym umysłowo studentom, czym jest Logos!

O tym że ZA nie jest chorobą psychiczną już pisałam. ZA nie wiąże się też z niepełnosprawnością umysłową. Osoby z ZA często są wybitnie uzdolnione werbalnie (jest to jeden z typów ZA) więc wiedzą czym jest logos. Mogą to być osoby z wysoką inteligencją ale też tzw. sawanci.

Nauczyciel akademicki ma zapewnić transfer wiedzy, a nie zajmować się wątpliwą (z uwagi na efekt i własne kompetencje) socjalizacją osób niepoczytalnych ? denerwował się.

To jest jedno z najobrzydliwszych, prostackich i niestety powszechnie pokutujących stwierdzeń, które są bolączką polskiej edukacji wyższej. Mówienie, w czasach Internetu, że jakiś pojedynczy śmiertelnik jest potrzebny do transferu wiedzy jest po prostu niesamowicie niemądre i wsteczne. Może w czasach kiedy książki nie były tak dostępne (XIX/XX w.?) miałoby ono jakiś sens ale obecnie wydaje mi się że nie ma żadnego.
Sama uczę studentów – i nigdy nie postrzegałam siebie jako maszynę do wypluwania faktów czyli maszynę do transferu wiedzy. Transfer kojarzy mi się z trasownikami, przełącznikami, kartami sieciowymi i Internetem (może to zawodowe zwichnięcie). Gdy byłam studentką oczekiwałam od wykładowców tego samego czego obecnie oczekuję od siebie jako wykładowcy: bycia przewodnikiem, kimś kto wprowadza porządek w chaosie i mnogości obecnej wiedzy. To jest powrót do korzeni, do “kaganka” niesionego przez mistrza, który kroczył przed uczniem w labiryncie wiedzy, miał on “oświecać” czyli oświetlać drogę. Sprowadzanie wykładowcy do roli rzygacza faktów to policzek wymierzony edukacji prosto w twarz.

Osoby z ZA, tak jak neurotypowe, bywają lepiej i gorzej wychowane. Jeśli pan wykładowca wprowadzi przepis że podczas rekrutacji trzeba załączać zaświadczenie od psychiatry to zdziwi się bardzo gdyż osoby z ZA przyniosą zaświadczenie że są psychicznie zdrowe, chyba że ZA towarzyszą inne schorzenia – niestety – bardzo wiele osób z ZA cierpi na depresję, której powodem jest często sposób w jaki odnosi się do nich społeczeństwo. To wielki mit że osoby z ZA są aspołeczne i nietowarzyskie – najczęściej stają się takie kiedy są wyśmiewane i odrzucane.

Cytowane wypowiedzi okazują jak niewielka jest wiedza o autyzmie i jego spektrum w naszym kraju. Nawet jeśli rozważać ZA jako niepoczytalność (którą nie jest) to istnieje wyraźna korelacja między byciem “nienormalnym” a byciem kreatywnym. Rzadko który wielki naukowiec mieściłby się w pojęciu normalności np. Maria Curie-Skłodowska całe życie cierpiała na stany depresyjne i miała myśli samobójcze, Feynman oblał testy psychologiczne itd. itd.

Przez nacisk coraz szybszego świata, słabą konstrukcję psychiczną osób wrażliwych, być może za sprawą dodatkowych czynników, dziś nie dość jeszcze zbadanych i wyświetlonych, ludzi psychicznie upośledzonych przybywa w zastraszającym tempie. Także na uniwersytetach, na których obowiązują zapisy prawne wynikające wprost z przyjęcia ideologii poprawnościowo-progresywistycznej.

Tak, w dzisiejszym świecie obserwuje się pewne osłabienie charakteru, brak skupienia uwagi, roztargnienie – wynika to z kultury obrazkowej, krótkich, szybkich wiadomości a nie z ZA. Przypuszcza się, że ludzi z ZA było mniej więcej tyle samo, ale trzymano ich w domach i nie pokazywano. Co do poprawności politycznej – jestem jej wrogiem – zgadzam się że Uniwersytet nie powinien być miejscem terapii ani socjalizacji. Nie mam nic przeciwko by wykładowca ochrzanił studenta że pokrzykuje albo wyrzucił go z sali. Sama to robię jeśli zajdzie taka konieczność i nie wnikam czy delikwent ma dobrze z głową czy nie. Dostosowywanie zajęć do najsłabszego studenta też uważam za absurd i nie robię tego – to studenci mają równać do mnie a nie ja do nich. Uniwersytet powinien jednak być miejscem gdzie jednostka może się kształcić i doskonalić bez łatek bycia lub nie bycia psychicznie chorym. Na uniwersytecie nikogo to nie powinno obchodzić. Student ma się uczyć, chodzić na zajęcia, oddawać prace domowe, pisać kolokwia itd.

profesor Radosław Giętkowski, rzecznik dyscyplinarny ds. studentów i doktorantów Uniwersytetu Gdańskiego. Wskazywał między innymi, że ?obowiązujące regulacje prawne nie są dostosowane do opisywanych [przez autora artykułu] sytuacji. Brakuje przepisów wprost do nich się odnoszących, uprawniających organy uczelni do ograniczenia czy zawieszenia w prawach studenta osoby niezrównoważonej psychicznie, nie mówiąc już o jej skreśleniu z listy studentów”.

Jak miałyby takie regulacje wyglądać? Testy psychologiczne przed podjęciem studiów? Re-ewaluacja i ewentualne skreślenie jak ktoś przyjdzie na wykład w wianuszku stokrotek, kowbojskim kapeluszu czy stroju Jedi (przykłady żywcem wzięte z mojego Wydziału).

Rozumiem, że indywidualna organizacja studiów wspominana w tekście służy zmuszeniu studenta do nie przychodzenia na zajęcia? C’est magnifique! To może od razu dajmy im dyplom na odczepnego. Nie mówię tu o tym, że powinno się tolerować studentów, którzy przeszkadzają w zajęciach.

Dalej następuje luźno związany z tematem, przeintelektualizowany i niezbyt ciekawy wywód, moją uwagę zwrócił jednak ten fragment:

Są kluby, w których obowiązuje tak zwana ?selekcja”. Jeśli odbywa się ona na podstawie koloru skóry, kluby te, wprowadzając segregację rasową, łamią prawo. Ale są miejsca dla dżentelmenów, w których obecność kobiet nie jest mile widziana, co warto, myślę sobie, po prostu uszanować. ?Jeśli jako Żydówka ? pisze Arendt ? mam ochotę spędzać wakacje wyłącznie w towarzystwie Żydów, nie widzę podstaw, żeby ktokolwiek miał mi tego zabronić”. Albowiem każdy wolny człowiek ma prawo bawić się, śmiać, tańczyć, z kim chce i kiedy chce. Jakiś stopień konformizmu wydaje się pożądany w obrębie każdej społeczności, skoro akceptuje się w niej jedynie tych, którzy dostosowują się do norm, jakimi się ona rządzi. ?W każdym razie dyskryminacja jest tak samo nieodzownym prawem społecznym, jak równość jest nieodzownym prawem politycznym. Problem nie w tym, jak zlikwidować dyskryminację, ale jak utrzymać ją w granicach sfery społecznej, gdzie jest uprawniona, nie pozwalając zarazem, by przedostała się do sfery politycznej i prywatnej, gdzie jest destrukcyjna”.

Porównanie uniwersytetu, którego fundamentem jest universitas – jedność, uniwersalności, której zaś podstawą jest po prostu ogół osób zainteresowanych pewną wiedzą, do prywatnych, niezbyt ambitnych aktywności tj. snobistycznych klubów dla panów, knajp czy wakacji z kolegami daje nam pewien obraz świata prof. Nowaka i dr. Niewieskiego. Trudno mi to komentować. Może p. dr powinien założyć własny uniwersytet i tam sobie postawić bramkarzy, którzy będą robić selekcję. Wiem, to niemerytoryczna argumentacja, ale w obliczu takich wypowiedzi trudno się powstrzymać.

Prawda jest jednak taka, że to szaleńcy, odmieńcy, buntownicy i dziwacy pchają tę naszą bryłę, z posad świata, która dzięki nim pozbyć się może swej opleśniałej kory. Usuwając ich z uczelni nasze społeczeństwo zyska spokój ale straci przyszłość.

  1. 4 komentarze to “Czym zespół Aspergera nie jest…”

  2. Bardzo Pani dziękuję za ten merytoryczny wpis, w imieniu swoim i mojego synka. Będę do tej “rozprawy” wielokrotnie wracała i polecała znajomym.

    Przez Magda dnia 6 Lut 2017

  3. @Magda Dziękuję, polecam się. Nie zgadzam się jednak że autystycy posługują się inną logiką – logika jest jedna – albo się ktoś nią posługuje albo nie. Nie uważam też że powinno się tego wykładowcę odsunąć od nauczania – dobrze, że napisał to co napisał, bo znając neurotypowych nie jest on jedyną osobą, która tak myśli. A neurotypowi rzadko szczerze i jasno dzielą się tym co myślą. Chętnie porozmawiałabym z dr. albo zaprosiła go na swoje zajęcia – gdzie studenci nie boją się zadawać pytań czy wytykać mi błędów.

    Przez Platyna dnia 6 Lut 2017

  4. No tak. Już precyzuję “logikę osoby z ZA”: sposób myślenia społecznego. Dociera do mnie, że – niestety – poglądy Piotra Nowaka nie są odosobnione, ale mam nadzieję, że większość ludzi ma przynajmniej obojętny (a nie cyniczny) stosunek do zaburzeń, upośledzeń itp. Jeszcze raz dziękuję za głos w tej sprawie. Wielu rodziców dzieci z ZA, samych osób z ZA, nie jest w stanie się bronić. Pozdrawiam serdecznie!

    Przez Magda dnia 7 Lut 2017

  5. Niestety dzisiaj próbuje się wszelkiego typu zachowania dziecka odbiegające od społecznej normy zaklasyfikować jako zaburzenia psychiczne.Chyba głównie po to, żeby móc później takiemu dziecko przepisać leki na uspokojenie – na których oczywiście koncerny farmaceutyczne zarobią miliony. Gdzie tutaj poszanowanie indywidualności dziecka, które może właśnie woli być bardziej wycofane i mniej aktywne w porównaniu do rówieśników.

    Przez Daniel - badania kliniczne dnia 4 maja 2017

Opublikuj komentarz

Captcha Captcha Reload